avatar blog

Leniwe popołudnie

To może Kair-Kapsztad? Padło pytanie, ale nie załapałem go, bo i szyby w samochodzie opuszczone do bólu, i wiater wiał, i kwiaty pachły… Jechaliśmy w leniwe letnie popołudnie z piotrkowego Elbląga nad morze – Piotr za kółkiem, ja obok kółka, piotrowa lepsza połowa na tylnym siedzeniu. Rok Pański bodaj 2008. Pokiwałem więc głową i zrobiłem jakąś głupiutką minę w typowym odruchu kogoś, kto nie dosłyszał pytania, ale jeszcze miał nadzieję kupić sobie odrobinę czasu i ułożyć w głowie najbardziej prawdopodobną jego wersję, coby się nie zbłaźnić. Dla szeroko rozumianego spokoju zgodziłem się jeszcze zanim dotarło do mnie, o co tak naprawdę jestem pytany. I nie żałuję.

Znamy się od kilku lat. Ja zjechałem pół i ćwierć Europy, on ma na koncie sporą część Azji i Ameryk. Razem z plecakami zwiedziliśmy wschodnią Ukrainę, choć jeszcze dzień przed wyjazdem nie wiedzieliśmy czy aby nie będzie to Rumunia. Jesteśmy inni jak woda i wódka, ale dzięki temu nawzajem się napędzamy właściwie odkąd się poznaliśmy na wygnańczym studiowaniu na belgijskiej prowincji. Co i rusz wprowadzamy więc w swoje życia kontrolowany chaos, by mieć świadomość, że proces dziadzienia mamy jeszcze przed sobą i głodni wrażeń wybieramy się w podróż życia. By marzeniom stało się zadość. By uczcić pamięć przyjaciela.

Napisał adrian dnia 2009-10-25 o 16:53:25








Dodaj komentarz


Komentarze

Dwoje wspaniałych ludzi mających pasje i świetnie wykorzystujący swoje zamiłowania. Czekam na więcej felietonów z Waszych podróży i życzę dużej wytrwałości w osiągnięciu celu . Trzymam za Was kciuki.

Teresa Andrukajtis
2011-05-29 22:09:43