avatar blog

Konno na piramidy i po kurczaki do Asuanu

Ladujemy na lotnisku w Kairze w niedziele o 3.00 w nocy czasu miejscowego, ale po wyjsciu z samolotu uderza nas fala tutejszego ciepla, a wlasciwie goraca. Pociag do oddalonego od Kairu o kilkaset kilometrow Asuanu przy granicy z Sudanem mamy o godzinie 8.00, wiec jak na prawdziwych polskich turystow przystalo... zdecydowalismy sie zobaczyc piramidy noca ("pospimy w pociagu..."). Taksowkarz dosc latwo spuszczal z ceny, czego powodem okazal sie jeszcze jeden towarzysz naszej samochodowej podrozy, Herr Heinz z Niemiec, ktory na co dzien sprzedaje drukarki, a ktorego Cairo taxi driver przycial na sume wieksza, niz zaplacilismy lacznie my dwaj, za trase o polowe krotsza od naszej... Kierowca za punkt honoru obral sobie wielokrotne powtarzanie nazw waznych miejsc mijanych noca po drodze do Gizy, co by turystom z daleka odpowiednio sie utrwalilo.
Slowo sie rzeklo: umowilismy sie na jazde do 'Giza Pyramids', wiec i dotarlismy do Giza Pyramids. Hotelu Giza Pyramids... Egipcjanin nie wzial pod uwage, ze w srodku nocy moze nam chodzic o piramidy piramidy, a nie dowoz do hotelu. Na pelnym wnerwie dowiozl nas ostatecznie do miejsca docelowego, psioczac pod nosem, ze to dalej niz myslal i ze kasa nie ta... Piramidy okazaly sie budowlami posrodku niewielkiej pustyni, otoczonymi murem vel krata z drutem kolczastym. A pod murem dziesiatki koni i wielbladow czekaja, by dowiesc turystow do tzw. panoramy, skad mozna pstryknac fotki wylaniajacych sie zza horyzontu piramid. Po polgodzinnych tyradach i argumentacjach udalo nam sie zmusic nie dajacego nam spokoju Wladce Wielbladow i Koni, dostarczyciela turystycznych cial pod piramidy do spuszczenia z ceny 240 egipskich funtow na... 50, czyli kilka dolarow amerykanskich na dwoch i okraczywszy przyprowadzone dla nas rumaki podazylismy w oparach zwierzecych ekskrementow na rzeczona panorame. Teraz pachnialo od nas juz nie tylko potem, ale i konmi, wiec poczulismy nagle przyplyw iscie kowbojskiej meskosci w obijanych o siodlo ledzwiach. Moj rumak dostal raz takiego cugu, ze zaslepka na obiektyw od aparatu spadla mi na ziemie, gdzie zdeptal ja byl pewien nie czajacy bazy wielblad... Na szczescie podloze bylo w tym miejscu bardzo piaszczyste i zaslepka przetrwala.
Po pol godzinie dojechalismy na miejsce, wyjelismy zorki piec by strzelic kilka zdjec a niedlugo potem okrakiem na rumakach wrocilismy na zad, by szybciorem udac sie na stacje Ramzesa i tam, od znajomego meza znajomej, odebrac obtanione bilety do Asuanu. Pociag, z poczatku nawet klimatyzowany, stal sie naszym domem na nastepnych kilkanascie godzin, a Asuan, z ktorego to pisze, miejscem nocnego postoju w hotelu i poznania urokow okolicznych smazalni kurczakow oraz... McDonalda. Dzien kontrastow minal. Weszlismy w dzien trzeci.

Napisał adrian dnia 2010-06-07 o 00:16:38








Dodaj komentarz


Komentarze

Widzę, że obtanianie górą :) Z niecierpliwością czekamy na nowe wieści!

Zuzka
2010-06-08 09:18:06

Pociąg był klimatyzowany tylko częściowo, żeby powoli wprowadzić Was w czekające Was klimaty. To stara tradycja, jeszcze z początków kolejnictwa ;-)

Kóba
2010-06-07 10:07:07