avatar blog

Tego newsa pisze juz z Chartumu, ale nie tak latwo bylo sie tu dostac. Moze po kolei...
Asuan - Wadi Haifa
W poniedzialek rano obudzilismy sie ze swiadomoscia, ze jesli nie uda nam sie dostac biletow na prom to spedzimy w Asuanie kolejny tydzien. Ta wizja jednak nas nie zachwycila. Wyruszlismy wiec w poszukiwaniu Nile River Sailing Company. Jako jedyne miejsce gdzie mozna dostac bilety bylo tak ukryte, ze zaden turysta bez pomocy miejscowych nigdy by tam nie trafil. Ciagle do okolo slychac bylo tylko bakszisz, bakszisz. Wchodzimy do biura i slyszymy ze specyficznym arabskim akcentem: Sory no more tickets. Przyjdzcie jutro to bedzie Pan Salah. Myslimy sobie jutro k..wa, prom przeciez odplywa dzis. Po kolejnych negocjacjach dali nam numer do Pana Salaha. Slyszymy - przyjedzcie do portu przy tamie, tam sprzedam wam bilety. No ok, dobra wiadomosc. Pedzimy do hotelu, jak najszybciej do taksowki i... stajemy w korku bo trwa jakis remont drogi, a cos takiego jak przepisy ruchu drogowego w Egipcie to nie istnieja. Mija czas, a my myslami przy promie. W koncu cos sie ruszylo, po ok 30 minutach dojezdzamy na miejsce. Tam szukamy pana Salaha - to jakas szara eminencja bo wszyscy wskazuja nam droge mowiac z szacunkiem Mister Salah. Wychodzi z budki maly kurduplowaty staruszek w okularach i mowi - I am Mister Salah. Ok no to teraz bileciki Mister Salah - koszt 322 funtow egipskich - ok 60 dolarow. Normalny koszt to 15 dolarow mniej, ale jak nie ma co sie lubi... Pytamy o ktorej odplywa prom - wkrotce - musicie sie spieszyc na poklad. Plecaki na plecy i do bramki, tam pierwsza kontrola paszportowa, potem nastepna, i nastepna, i nastepna, i nastepna, jeden formularz, kontrola paszportowa, jedna kontrola bagazu, kontrola paszportowa, oddanie formularza, kontrola paszportowa, znaczek skarbowy, kontrola paszportowa i juz w oddali widzimy nasz upragniony prom. Po drodze minelismy Sudanczykow, ktorzy przy sobie mieli gigantyczne ilosci bagazu, sprzetow elektronicznych przeznaczonych na sprzedaz. Ich bagaz byl wazony na... wagach towarowych. Jest kilka minut po godzinie 12, temperatura prawie 40stopni celsjusza. Udajemy sie pod poklad i dolaczamy do grupki europejsko wygladajacych twarzy: Timo i Heidi - finska para na poczatku swojej 7 miesiecznej podrozy, Franceska i Dominiqe - dwie Szwajcarki, zafascynowane arabska kultura, mowiace po arabsku co kilkukrotnie okazuje sie pozniej wiecej niz przydatne.Okazuje sie, ze oni tez kupili ostatnie bilety. Pierwsze ostatnie bilety kupili w sobote, nastepne ostanie w niedziele, a my swoje ostatnie bilety kupilismy w poniedzialek.
Wrocmy teraz do tego - prom odplywa wkrotce - jaka jest definicja wkrotce zaczelismy sie zastanawiac gdy minela 3 godzina oczekiwania na wyplyniecie, po 4 godzinie na prom ciagle przybywali kolejni "turysci", a osobna barka zabierajaca ich bagaz powoli sie zapelniana. No i 5 godzina oczekiwania - idziemy cos zjesc. Prom wyruszyl wkrotce po 6 godzinach czyli o godzinie 18 (planowa 12)
Najwieksza zaleta przebywania pod pokladem byla glosno sapiaca klimatyzacja. Temperatura spadla wiec tam do znosnych 25-30 stopni. Ok 19-20 temperatura na zewnatrz zaczela sie robic przyjemna, wiekszosc osob rozlozyla sie wiec na pokladzie. Dla nas zostalo miejsce tylko na najwyzszym pokladzie, z widokiem na niezwykle rozgwiezdzone niebo i zacinajacym goracym wiatrem.

To byl jednak blad, ze nie wzielismy spiworow. Nad ranem zrobilo sie dosc chlodno. O swicie obudzil nas spiew muzeinow nawolujacych na modlitwe. Wstajemy rano i slyszymy pytanie - jestescie z Polski? Okazalo sie, ze na promie z nami znajdowalo sie jeszcze 2 Polakow - Kuba - obecnie bardziej australijczyk; i Darek. 2 gosci ok. 50 lat wybralo sie w podroz do okola swiata na motocyklach. To juz 3 etap. Pierwszym byla Australia, nastepnie z Australi przejechali do Polski, a teraz z Polski chca dotrzec do Kapsztadu. Niesamowity pomysl. Okazalo sie, ze nie my jedni marzylismy o przejechaniu calej Afryki :)

Wadi Haife zobaczylismy z promu ok. 12. Prom zatrzymal sie w odleglosci ok 1 mili od brzegu. Najpierw przyplynela jedna motorowka z pogranicznikami - dali nam do wypelnienia 3 formularze, na kazdym te same informacje. No ok, mysle, jak potrzebuja to no problem, potem kolejna motorowka, z kolejnymi ludzmi. Cierpliwie czekamy. Mija 13, 14 potem 15, ok 16 zastanawiamy sie w czym tkwi problem. o 17 dociera do nas informacja, ze jest zbyt plytko i prom nie moze przybic do brzegu, ale jaja. Zastamanawiam sie jak zamierzaja przetransportowac na lad 400 osob z bagazami. W koncu ruszamy, do brzegu podstawiono 2 barki, do ktorych przybil nasz prom. Udalo nam sie wydostac na brzeg. Zewszad slyszymy Welcome to Sudan.
W przewodniku wczesniej przeczytalismy, ze podroz z Asuanu do Wadi Haify zajmuje od 16-24 godzin. Niezla rozpietosc. Po naszej podrozy zwiekszyla sie do 30 godzin.

Wadi Haifa
Aby dostac sie do Wadi Haify musielismy jeszcze przejsc kontrole bagazu.Sudanczycy wysypuja wszystko z toreb. No i w tym momencie przypomnialem sobie o napoczetej butelce dzinu, ktora mialem w bagazu podroznym. Sudan jako panstwo muzulmanskie zabrania wwozenia alkoholu. Juz widzialem informacje: Polski dziennikarz zostal schwytany podczas proby przemytu polowy butelki dzinu do Sudanu, za co grozi mu (mi) do 3 lat wiezienia. Juz w myslach kombinuje jakby z tego wybrnac.To przeciez tylko lekarstwo, to nie moje, nie wiem jak sie tu znalazlo. Na szczescie kontrola bagazowa ograniczyla sie do klepniecia mnie po ramieniu, usmiechu i slow: Welcome to Sudan. Butelka ocalona.
Wadi Halfa jest bardzo mala miejscowoscia, do ktorej nikt by nie zagladal gdyby nie prom. Niestety noca do Chartumu oddalonego o ok 900km. nie ma zadnego transportu. Udaje nam sie znalezc miejsce w 6 osobowym pokoju za ok 3$. Na "miasto" i cos zjesc. Pyszna rybka, do tego cherbatka, fajni ludzie dookola, orientalna sceneria, rozgwiezdzone niebo. Dla takich chwil warto podrozowac

Chartum
Przed wyjazdem autobusm do Chartumu chcielismy jeszcze sie zarejestrowac w biurze. Wszyscy obcokrajowcy musza to zrobic w przeciagu 3 dni. Nam zajelo to tylko 40 minut, co bylo niezlym rezultatem zwazywszy, ze na formularzu (kolejnym) ktory wypelnilismy musialo sie podpisac w odpowiedniej kolejnosci kilka osob. Najpierw wizyta w pokoju nr1, potrm pokoj nr 2, potem pokoj nr 3, potem kasa (40$!!!!!!), znow pokoj nr 2, pokoj nr 3, no i na sam koniec pokoj nr 1 i gdzies juz slyszane "Welcome to Sudan":) Nie jest zle. Jeszcze tylko photo permit, aby moc robic na legalu zdjecia i nie trafic za kratki. Idzoemy do jednego biura - drugi koniec miasta, z tamtad do kolejnego - biura, - kolejna czesc Wadi Haify zwiedzona, 10$ i to chyba byloby na tyle. Autobus odjezdza o 11. Na szczescie jest wygodny i klimatyzowany - inne nie jezdza na tak dlugie trasy. Po drodze mijamy tylko tereny postynne. Do Chartumu dojezdzamy w niezle 11 godzin po niedawno wybudowanej drodze asfaltowej. Razem z nami podrozuja 2 Szwajcarki i udalo nam sie po dluzszych poszukiwaniach znalezc pokoj za jedyne 6 dolarow od osoby. Dzis rano kazdy ruszyl w swoja droge. Nasza zawiodla nas do ambasady Etiopskiej w Chartumie gdzie powinnismy otrzymac tego samego dnia wizy do tego kraju. Przemila Pani powiedziala nam - przyjdzcie odebrac wizy w niedziele - jak to w niedziele, dzis przeciez czwartek - no tak, ale ambasada jest nieczynna jutro i pojutrze. Po dluzszej rozmowie z Pania ublagalismy, aby wizy byly gotowe na dzis. Mamy tam sie pojawic przed 15. Pani nie obiecala, ze beda, ale powiedziala, ze zrobi wszystko co w jej mocy. Niech moc bedzie z Toba w takim razie, a My czekamy do 15.

Kilka spostrzezen:

Inszallach - jesli Allach pozwoli, nasze - jak Bog da
Bardzo uzyteczne sformulowanie stosowane na codzien do wszystkiego. O ktorej odjezdza autobus do Chartumu? Inszallach 11 - co oznacza, ze nie wczesniej, ale moze byc i 12 i 13; czy dojedziemy dzis? - Inszallach; Czy sa wolne pokoje - inszallach; wpisac cokolwiek - Inszallach

Pojecie czasu
Dla Afrykanczykow czas wydaje sie nie miec znaczenia. Einstein bylbydumny patrzac jak jego teoria zakrzywienia czasoprzestrzeni zastosowano w praktyce. Zadne opoznienie nie robi na nich wrazenia. Siedza w bezruchu modlac sie, rozmawiajac, patrzac przed siebie. Dopiero gdy nasteje moment np. doplyniecia - jakby ktos krzyknal - akcja, czas nagle rusza - wszyscy zrywaja sie by chwile pozniej znow usiasc bezczynnie popijajac herbate. Dla Europejczyka zaakceptowanie takiego podejscia jest niezbedne, aby sie nie frustrowac. Przy afrykanskich srodkach lokomocji nawet PKP daje rade i nie mozna mowic o opoznieniach.

Na sam koniec tego dosc dlugiego juz wpisu - powiedzenie jednego poznanego Egipcjanina - Don`t worry. You are in Africa. I to bedzie motto ostatnich kilku dni. Czas podrozowania sie zaczal, a Afryka wciaga coraz bardziej.

Inszallach dostaniemy dzis wize do Etiopi, aby jutro wyruszyc do granicy i wieczorem napic sie etiopskiego piwka ogladajac mecz otwarcia Mundialu.

Napisał piotr dnia 2010-06-10 o 12:12:28








Dodaj komentarz


Komentarze

Oj bracie, tyś Polakiem, a nie wiesz, że nie zostawia się napoczętej flaszki :P A tak swoją drogą, to podejrzewam, że teraz to ten dżin musi smakować...

Karol
2010-06-10 22:35:32

40 stopni nie tylko u Was w Afryce - dziś też w Polsce. Jak nadal będzie szło jak z płatka w sensie czasu podróży, to może zjedziecie Inshallach do kraju sporo wcześniej? Wspieramy Was pozytywną energią. Czekamy na dalsze kolorowe wpisy.

Małgorzata sister Adriana
2010-06-10 15:41:58