avatar blog

Drogi pamietniku...

Jestesmy w Gonder i jest tak bardzo fajnie! Sa tu zamki (budowniczowie nieznani, zaordynowane edyktem cesarza Fasiledesa, XVII-XVIII wiek), kosciolki (sliczny i zacisznie polozony na wzgorzu Debre Berhan Selassie), fajni ludzie. Jedlismy juz ich trawe (chat - nazywany 'zlotem Etiopii' lekki stymulant, ktorego rytual spozycia polega na przezuwaniu lisci, zagryzaniu prazonymi orzeszkami ziemnymi i popijaniu pepsi), duzo kozy z plackiem, ale tu maja normalne ubikacje. Mnie bolalo w brzuchu, ale Piotrus poszedl na dyskoteke. Panowie sie tam na niego pogniewali, bo nie chcial ich dziewczynek i chcieli pieniazki za ich picie (alfonsi probowali go przekonac, ze powinien zaplacic za ich drinki, przeto 'sa w pracy' i inaczej 'mogli by juz spac'. Ale opowiedzieli ciekawa historie, ze najgorszymi uzytkownikami sa budujacy tu drogi Chinczycy - streczyciele musza ich pilnowac, bo placa za towarzystwo na jedna noc, korzystaja przez chwile, po czym udaja sie niby do toalety, gdzie to sie podmieniaja z kolejnymi kolegami ze zmiany. 'They all look the same!'). Wstalismy bardzo raniutko, umylismy buzie i pojechalismy na wycieczke do miasta Aksum (historyczna stolica tysiacletniego Krolestwa Aksum, ostatniej znanej czlowiekowi cywilizacji starozytnej). Jechalismy bardzo dlugo (bitych 15 godzin, z przesiadka w Shire, co jest kolejnym nawiazaniem do Wladcy pierscieni, choc w tym przypadku nazwe czyta sie 'szire'). Duzo bylo ludzi, byly tez kurki w autobusie (wlasciwie koguty, zwiazane po dwa sznurkiem za nogi, ledwo zywe przez panujacy w srodku subsaharyjski mikroklimat, subtelnie podkreslany aromatem potu) i gorki (zapierajace dech w piersiach widoki pelnego zieleni Parku Narodowego Gor Semien. Podobnie zapierala dech odleglosc - a dokladnie jej natretny brak - miedzy kolami naszego wesolego autobusu a przepascia tuz za pokretna kamienna droga przez wzgorza). Nasze autobusy sie okropnie psuly (jeden rozkraczyl sie kompletnie posrodku niczego, a temu, ktory go zastapil, pekla oska kilka kilometrow przed samym Shire. Naprawili to w pol godziny), ale dojechalismy. W Aksum jest pieknie moj pamietniku. Widzielismy duzo ruin (pozostaloscia po krolewskich palacach na dobra sprawe sa glownie obeliski. Szacuje sie, ze odkryto dotad jedynie 2 procent miejscowego archeologicznego bogactwa), kosciolkow z kaseta Arki Noego (ruiny pierwszego kosciola chrzescijanskiego Etiopii, wokol i na ktorych pobudowano kompleks starego i nowego kosciola St. Mary of Zion. To swiete miejsce Etiopii, w ktorego zaciszu stoi niekrzykliwa, choc owiana tajemnica kaplica, kryjaca ponoc Arke Przymierza z kamiennym oryginalem dziesieciu przykazan, strzezona przez zamknietego tam na czas swej misji mnicha. Nikt oprocz straznikow nigdy tam nie zajrzal, ale z kolesiem mozna swobodnie sobie przez plot porozmawiac. Nowy kosciol, gorujacy nad okolica okraglak zostal zaordynowany w latach 50. przez cesarza Selassie) i jeszcze troche ruin (grobowce Krolow Kaleba, Gebre Meskela, czy Bazena). I tyle. Jutro znow wstajemy rano i znow wycieczka. Hura...

Napisał adrian dnia 2010-06-15 o 19:28:40








Dodaj komentarz


Komentarze

Kochani! Ta pepsi to chyba po to, zeby wybic wszystkie zarazki z trawy! usckiski!

zuzka
2010-06-17 11:31:06

Hej ADRIANIE :)
Z Polskiej ziemi pozdrowienia śle Kristofer Lurro vel Prezes :)

Kris
2010-06-16 14:45:46