avatar blog

Gonder c.d.

Gonder c.d.
Z gory przepraszam za wszelkie literowki. Klawiatura jest fatalna...Ostatnia relacja skonczyla sie na moich wieczornym zamiarze zobaczenia nocnego zycia Gonder. Adrian mnie opuscil wiec zostalem sam z 2 Etiopczykami. No i w tango...
Dyskoteki etiopskie to takie raczej nasze puby, a Gonder jako dosc duze miasto jest dosc specyficzne dla europejczykow... Weszlismy do pierwszej knajpki i Peter z Robelem mowia mi - wybierz sobie dziewczyne jaka chcesz... No mysle, zaczyna sie robic niebezpiecznie. Dobra chlopaki - napijemy sie po prostu piwka i pogadamy. Zamowili piwko- podobno po 15 birr - dla obcokrajowcow niby po 20 i zaczepia mnie murzynka, ze chce ze mna zatanczyc...(placil Peter - jas mu dalem pieniadze) No dobra, czemu nie... Tanczymy, a tu panna zaczyna sie do mnie coraz bardziej lepic i pytac, czy moge kupic jej piwo... 15 birr nie majatek (nieco ponad 1 dolara), wiec mowie, ze ok i wtedy w knajpie zaczyna sie rozroba. Robi sie niebezpiecznie, wiec wychodzimy i ruszamy dalej, kolejna knajpka i kolejna, ale tam dosc pusto wiec ladujemy w 3. Tam podobna historia co w 1 miejscu... Kolejne piwo i chlopaki zaczynaja sie mnie pytac, czy nie chce panny na wieczor. Nie chce, ale draze temat - jaka stawka? Mowia 800 birr - dla wszystkich - to bardzo duzo - ksiegowy w Etiopii zarabia miesiecznie 2200. Mowie,ze nie chce i wychodzimy. Chlopaki sa nieco zniesmaczeni, podobnie jak panna, ktora po angielsku znala tylko jedna odpowiedz - jak ma na imie... Dobra - mowie do nich - chodzmy w jakies spokojne miejsce pogadac. Po drodze pytania - dlaczego nie chciales? Za drogo? Powiedz jaka cena - zadzwonie do niej i na pewno sie zgodzi. Ze mna sie nie udalo, ale na pewn na niejednym turyscie chlopaki zarobili swoja prowizje. Pytam sie ich - to prostytutki? Czesc z nich tak, ale czesc z nich to studentki, ktore w ten sposob zarabiaja na zycie. Taaa - mysle sobie - studentki. Siedziby w kawiarni, patrze na ich kwasna mine i staram sie dowiedziec czegos jeszcze wiecej. Dlaczego tak drogo? - No na pewno zgodzilaby sie na 600 birr. Cena pszla w gore przez Chinczykow. Przez Chinczykow? pyta, zdziwiony? - Tak - odpowiadaja. Buduja w Etiopii drogi, a zadna Etiopka nie chce isc z nimi do lozka. Dlaczego? - bo wygladaja tak samo i zdazalo sie, ze podieniali sie w trakcie nocy z panna. Czasem nawet ze 6 razy - ta historia zdecydoiwanie byla warta wyjscia wieczorem z chlopakami. Pytam o AIDS - chlopaki zapeniaja mnie, ze to juz nie problem bo wszyscy uzywaja prezerwatye - taaa jasne...No i wtedy zaczelo sie robic niemilo. Chce juz isc do hotelu bo zbliza sie pierwsza. Chlopaki oczekiwali, ze zaplace za wszystkie drinki. Umowa na samym poczatku byla taka, ze po prostu idziemy razem, a teraz przedstawiaja to jako czesc ich pracy. Dobra - nie zrozumiemy sie panowie - zostawiam dodatkowe 20 birr do tych 100, ktore wczesniej dalem Peterowi i wychodze. Ciekawa impreza, ale na pewno nie chce jej wiecej powtorzyc...

Pobudka ok 9, sniadanko w pobliskiej kawiarnewce - tym razem cos etiopskiego i filizanka macchiato i ruszamy do zamku. Gonder bylk kiedys stolica Panstwa etioskiego, a mianowicie dynasti Fasiladow. Pozostaly po nich wpisane na liste Unesco ruiny XVII i XVIII wiecznych zamkow. Ruiny naprawde warte zobaczenia, dajace obraz potegi tego Panstwa. Zamkow jest kilka, wsdzystkie blisko siebie i przypominaja raczej palace, a nie fortyfikacje. Faktem jest, ze otacza je mur obronny. Po zamku idziemy do kosciolaDebre Berhan Selasie. Przepiekna swiatynia z malowidlami pochodzacymi z podobnego okresu co zamek. Na suficie znajduje sie namalowana twarz. Pomyslcie o Monie Lisie i pomnozcie przez 100 - napisano w przewodniku. Naprawde to oddaje wnetrzse swiatyni. Do zobaczenia zostje nam jeszcze palac na wodzie - Adria sie smieje, ze sciagneli z lazienek. Rzeczywiscie - letnia rezydencja jednego z Fasilado jest wybudowana posrodku dosc sporego basenu. Naprawde warto to zobaczyc. Oczywiscie przu warszawskich lazienkach to miniatura, ale ciagle warto. Wracamy Tuk-tukiem, czy po prostu motoriksza do hotelu. Wieczorem zaliczamy jeszcze wizyte w knajpce z muzyka tradycyjna i idziemy zobaczyc choc jedna polowe meczu Niemcy-Australia. Przed 5 rano musimy byc juz na dworcu autobusowym, aby dojechac do SHire - miejscowosci lezacej niedaleko starozytnego Aksum...

Gonder- Aksum
Pobudka o 4 bo czeka nas 15 minutowy spacer na etiopski dworzec. Dobrze, ze jestesmy wczesniej. Walka o wolne miejsca w autobusie jest bezpardonowa. My zajmujemy 2 miejsca. Autobus - ach znow to nazewnictwo - jest dosc specyficzny... Nasze plecaki laduje na dachu przyeiazane sznurami, aby nie spadly, w rzedzie miesci sie 5 osob - siedzenia po 3 i 2 osoby, miejsca na nogi tyle co nic. Do tego caly ekwipunek Etiopczykow - plecaki, reklamowki, o 2 zywych kogutach nie wspominajac. Do srodka wpadaja spaliny z rury wydechowej, tak ze prawie nie da sie oddychac. W koncu po 40 minutach ruszamy i jedziemy przez godzine. Po czym autobus staje i nie daje sie wiecej uruchomic. Czekamy wiec na nastepny. Ten, ktory podjezdza jest jeszcze starszy, no ale co zrobic. RUszamy dalej...
Nie wspomnialem chyba o tym, ze asfalt skonczyl sie zaraz za granicai Gonder i poruszamy sie droga szutrowa. Wjezdzamy w tereny gorskie, musimy przejechac przez cale pasmo gor Simenei - jednego z parkow narodowych Etiopii. Widoki oszlamiajace, tak jak przepascie, ktore dzieli od naszego autobusu jakies 30cm. Autobus mozoline wspina sie na gore, slychac wqycie silnika, nami rzuca to w jedna to druga strone, podczas zjazdow slychac tylko swist odpowietrzanych hamulcow... Niezapomniane przezycie.
W koncu opuszczamy pasmo gorskie, do Shire, w ktorym mamy zamiar zlapac jeszcze jakisc srodek do oddalonego 60km dalej Askum jest jeszcze 15 km, i wtedy psuje sie nasz autobus. Tlok napedzajacy tylne kola nie dziala. Proble? = pytam poznanego Etiopczyka moiwacego nieco po angielsku. No problem, polacza i pojedziemy dalej. Super, skoro no problem to siedzimy i czekamy podziwiajac etiopskie krajobrazy. Problem okazal sie no problemem po jakichs 45 minutach. Byla juz 5 i wizja dojazdu w dniu dzisiejszym do Askum stawala sie coraz mniej prawdopodbna... Jednak szczescie nam sprzyjalo. Po dotarciu na dworzec autobusowy w SAhire latwo lapiemy busa do Aksum. Przejechanie 300 km z Gonder zajelo nam tylko 16 godzin.
W Aksum wysiadamy przed hotelem Africa - nasze plecaki sa cale mokre, w drodze zlapala nas burza. Nic dziewnego - jestesmy w Etiopii w porze deszczowej i pada prawie codziennie.
Wchodzimy do hotelu, ogladamy pokoj i pytamy o cene - 120 birr - ale w przewodniku napisali, ze 80. Podobno nic nie mozna zrobi bo fixed price (ustalona cena). Cena staje sie nieco mniej Fixed gdy zbieramy sie do wyjscia - ostatecznie placimy za pokoj z lazienka 80 birr-ok 6,5dolarow. To najladiejszy pokoj podczas calej naszej wyprawy - co nie oznacza, ze ladny.

Aksum
Samo Aksum podobnie jak Gonder bylo kiedys stolica Etiopii. Tyle tylko, ze znacznie, znacznie wczesniej. Bylo stolica panstwa o tej samej naziwie, ktore powstalo w IV wieku przed Chrystusem. Imperium ostatecznie rozpadlo sie w 7 wieku naszej ery. Przetrwalo wiec 11 stuleci. Zaczynamy zwiedzanie. Najpierw park, w ktorym znajduje sie kilkanacie obeliskow. Najmniejszy ma 1 metr - najwiekszy wspina sie, a raczej lezy na wyskosc 33 metrow. Robia wrazenie i pokazuja potego Aksum. Zwiedzamy jeszcze grobowce z 6 wieku ne. Najbardziej niesamowite jest to, ze to co ogladamy stanowi zaledwie 2%! wszystkich stanowisk archeologicznych.
DO Aksum przyjehalismy jednak nie tylko po to, aby zwiedzac grobowce krolow, a przede wszystki dla Kosciola sw. Maryji z Zion. W niepozornej kapliczce, znajdujacej sie tuz przy swiatyni znajduje sie podobno Arka Przymierza. Moze ja ogladac tylko 1 osoba, ktora jednoczesnie sie nia opiekuje. Przed smiercia mnich wybiera swojego nastepce, przekazujac calosc obowiazkow. Miejsce jest bardzo pilnie strzezone. Jako obcokrajowiec moge sie zblizyc najblizej 15 metrow do plotu otazcajacego kapliczke. Nie ma jednak nic za darmo - zobaczenie Arki przymierza? Bezcenne. Za obejrzenie kapliczki, w ktorej sie znajduje zaplacisz jedynie 120 birr. To duzo, i to wkurza. Cena zawiera takze obejrzenie kosciola z XVIII wieku, ufundoiwanego przez Fasiladow, ruin najstarszej swiatyni w Etiopii z IV wieku naszej ery, muzeum z szatami koronacyjnymi i bibliami, oraz swiatyni ufundowanej przez ostatniego cesarza Etiopii Hajle Selasjego (znajduje sie tam 1000 letnia biblia, mozna pomacac co potwierdzam wlasnorecznymi odciskami palcow).
Z Aksum chcemy dostac sie do Lalibeli. Podroz publicznymi srodkami transportu zajmuje - 3 dni. To tylko 500km, ale nie ma bezposredniego polaczenia. Z Aksum trzeba udac sie do Mekele - tam przenocowac, stamtad do Wadi - znow nocego, Z Wadsi po 7 godzinach jazdy mozna dostac sie dopiero do Lalibeli. Z Aksum lataja jednak bezposrednie samoloty - 40 minut. Ethiopian Airlines zmienily niestety polityke wobec lotow krajowych. To co w zeszlym roky kosztowalo 72dolary obecnie kosztuje 132. Znizka dla tych co do Etiopii przylecieli wlasnie tymi liniami lotnioczymiu. Dla nas to za duzo, bo normalnie mozna sie tam dostac za dolarow 25. Decydujemy sie na dzialanie posrednie. Jutro do Mekele jedziemy o 7 rano wynajetym samochodem - za 200 birr. W odroznieniu od transportu publicznego zajmie nam to tylko 3-4 godziny zamiast 8. Stamtad sprobujemy jeszcze tego samego dnia dostac sie do Wadi.

Kilka spostrzezen:

Ferenji (czyt. ferendzi)
- obcokrajowiec, ktorego trzeba traktowac specjalnie. To specjalne traktowanie oznacza: wyzsze ceny, ciagle nagabywanie, ciagla walka z dziecmi, ktore chca pieniadze badz dlugopisy (turysci dajacy badzcie przekleci!!!!), ciagle targowanie sie, uwazanie na kazdym krokuy jesli chodzi o pieniadze, no i jak pokazalo Gonder - preostytutki (w Aksum nie ma tego problemu).

Kawa
Narodowy napoj etiopczykow. Do sniadanie podawane w formie zaparzanego cisnieniowo macchiato z cynamonem i cukrem. Krolestwo dla tego kto w etiopskim miescie znajdzie gdzies tradycyjnie parzona kawe, ktora polegala na prazeniu ziaren kawy, rozgniataniu ich i dopiero potem parzenia w czjniczku. Byc moze zwyczaj te przetral gdzies jeszcze na prowincji. jesli zobacze - dam znac.

Nothing is here for free
To zdanie wypowiedziane przez jednego z Etioczykow podczas negocjowania ceny za pokoj. Pokazuje niestety ich podejscie do turystow. Z pozoru mily przewodnik, bedzie chcial od ciebie pieniedzy, ktos pomoze Ci wrzucic bagaz na dach autobusu - znow pieniadze. Frenji strzez sie


Bieda
wszechogarniajaca. Na kazdym kroku spotykani bezdomni ludzie, w samym centrum Gonder - duzego miasta Etiopii znajduja sie obok restauracji i kafejek slumsy, gdzie ludzie zyja w lepiankach. LKudzie spiacy na ulicy pod szmatami to standard, p[racujasce dziecvi - widok codzienny. Jakie wyjsie - niestety, ale sie uodpornic i jechac dalej. Naprawde zyjemy w lepszerj czesci swiata. Przekazuje wszystkim, ktorzy narzekaja...

Napisał piotr dnia 2010-06-15 o 21:42:20








Dodaj komentarz