avatar blog

Drugie Jeruzalem

Tak ja zowia. To mala wioska posrod gor. Kolejne swiete miejsce Etiopii, gdzie krolowie dynastii Zagwe zostawili byli po sobie 11 kosciolow wykutych w pomaranczu wulkanicznej skaly, zlobionych z gory na dol, co podobno zajelo tylko 23 lata pod koniec XI wieku. Zapytani, jak wygladal proces tworzenia, miejscowi odpowiadaja, ze 'z pomoca Ducha Swietego'. Nieodkryte jeszcze podziemne komnaty w jednym z kosciolow zostana zas odnalezione 'jak Jezus pozwoli'.
Zwiedzamy wraz z zapoznana dzien wczesniej Niemka Lisa, ktora zrobila sobie rok przerwy w swoich studiach afrykanskich i po pobycie w Kenii (gdzie zakupila nawet kawalek ziemi), od kilku miesiecy podrozuje po Etiopii.
Stapamy boso, bo i tylko tak mozna wkroczyc do owych cudownych kosciolow, raz po raz okraszanych ceremonialnym spiewem, okadzanych kadzidlem. Tylko jedna z tych niepowtarzalnych swiatyn jest juz bowiem wylaczona z uzytku.
Masywna, acz nieprzytlaczajaca architektura, pelna odwolan do Biblii, szczodra w uzyciu roznorodnych krzyzy - lacinskich, greckich, a nawet swastyki, choc w srodku zimna, mroczna. Jakze inna od powszechnie spotykanej w Etiopii architektury sakralnej - teczowej, wrecz cyrkowej, jesli chodzi o uzyta kolorystyke, poniekad odzwierciedlajacej tutejsza ikonografie, plasujaca sie gdzies pomiedzy dzieciecymi kolorowankami, a ikonami chrzescijanskich kosciolow wschodu.
Lalibela.
Potega podsycanej wiara pracy ludzkiej jakby nie licuje z reszta tutejszej codziennosci, eufemistycznie rzecz ujmujac malomiasteczkowej, gdzie syndykat sklepikarzy i restauratorow wrecz karze turystow za zawitanie tutaj kosmicznymi, niezmiennymi cenami. Tutejsze dzieci, biegajac samopas wsrod roju much, z zaschnietym gilem pod nosem, maja dwa zajecia: albo biegaja za metalowymi kolkami, turlajac je drucikiem, albo handluja krzyzykami. Na ich uporczywe pytania 'Where from?' w koncu zaczynamy odpowiadac 'Japan' vel 'China', bo i tak Polske generalnie kojarzy sie tu nie wiedziec czemu z produkcja mleka... Dzieci wiedza, ze jest cos takiego jak 'Polszka' i ze jest tam Warszawa (ucza sie stolic w szkole). Jeden chlopczyk chcial na te okolicznosc sprzedac Piotrkowi piekny krzyzyk. Na wygloszone bunczucznie i ad hoc dictum 'I'm not Christian', padla mlodziencza, rownie szybka riposta 'Oh, don't worry'.

Napisał adrian dnia 2010-06-19 o 19:34:28








Dodaj komentarz


Komentarze

caly czas sledze waszego bloga. Ciekawe ze tak wam daje popalic malarone bo mi nigdy nic sie nie dzialo. Mysle ze niepotrzebnie faszerujecie sie tym od samego poczatku wyprawy gdyz w egipcie i sudanie malarii nie ma, a w etiopii jest za wysoko dla komara roznoszacego chorobe. Ja osobiscie na tej trasie pierwsza tabletke wzialem w Nairobi (fakt ze bylo to w porze suchej) Tak czy siak spokojnie mogliscie zaczac profilaktyke dopiero od Addis. Pozdrowienia od calego dzialu TV/Foto Reuters:)

Mateusz Pawlak
2010-06-20 09:14:10

Pod jednym dachem? Z antychrystem? ;-P

Kuba
2010-06-19 20:32:17