avatar blog

Schody do nieba

Wizualny post Dodomy (dlaczego kojarzy mi sie z Sodoma?) zamieniamy na widok wnetrza autobusu. Znowu wprowadzono nas w blad i cos co mialo jechac okolo 10 godzin, jechalo godzin 14. Do Mbei. Po drodze wpadaja amerykanskie dzieciaki licealne z wycieczki pt. 'Jedz do Afryki i otworz oczy'. Godziny trwaja po dwie godziny, spomiedzy siedzen wychodza poznane juz milion razy wczesniej smieszne male karaluchy, wiec przekonujemy pewnego przedstawiciela dziatwy amerykanskiej do odsprzedania nam ksiazki. Drogo chce. 10 tysi TSh. Okolo $7. Kapitalisci. Brak liter doskwiera juz od dawna. Piotrek wzial moja skonczona juz Herte Muller z jej fajnie chorymi opowiadaniami, a ja po raz wtory siegnalem po 'Kronike...' Murakamiego, ktora Piotrek dostal ode mnie na swoim slubie i ktora tez juz skonczyl.
Naprawde drogo chcieli. Ale przewazyly autor i tytul. Zaskakujaco w Polsce nieznany Chuck Palahniuk ze swoja cieta jak skalpel amerykanska satyra w formie ksiazki 'Fight Club'. Kto kojarzy Palahniuka i fakt, ze film 'Fight Club' z magicznymi rolami Pitta i Nortona powstal na bazie jego ksiazki, reka w gore. Ja niedawno dowiedzialem sie, ze wybitny acz o wiele mniej kojarzony film 'Choke' to tez Palahniuk. Uczymy sie codzienne. Inaczej nie zyjemy. No i musimy chodzic do toalety. W jakims przygodnym barze po drodze Piotrek idzie siku, ja wychodze po pozalowania godnym posilku-podkladzie dla Malarone'u (vel Pigulki Gwaltu), by zobaczyc, ze radosny autobus z wszystkim co mamy jest juz za brama. Na szczescie nie tylko Piotrkowi chcialo sie siku. Chcialo sie tez jakiemus dziecku (afrykanskie dzieci sa najpiekniejsze na swiecie...), ktorego mama musiala jeszcze na chwilke wyprowadzic z autobusu. Dlatego sie zatrzymal. Dlatego go dogonilem i kazalem czekac na Piotrka, ktory dobiegl za moment. Byl juz po siku.
Mbeya = przystanek. Znajdujemy kolejna dziure, ktora dodajemy do listy dziur, w ktorych spalismy. Zaskakujaco wygodna, zaskakujaco dobrze spimy, nasze standardy siegaja dna. O brzasku zautomatyzowane juz pakowanie, wychodzenie, przeciskanie sie przez kolejne 'hotelowe' drzwi zrobione dla chudych i malych ludzi bez niczego na plecach i w rekach, w minibus i do granicy Tanzanii z Malawi na moscie Songwe na rzece Songwe tuz za wioska Kyela, gdzie wszyscy chca wymienic Twoje pieniadze. Malawi ma smieszne pieniadze. Kwacha (czyt. 'kuacza'). Malawi nas nie chce. Polacy musza wykupic wizy, czego byc nie mialo. Wymarzone, oparte o gigantyczne jezioro o lazurowej wodzie, oblane sloncem Malawi nas nie chce! $70 od Polaka. Z krajami jak z ludzmi - im mniejsi, tym wieksze ego. Do tego na granicy nie mozna dostac wizy. Mozna dostac co najwyzej 'list polecajacy', ktory mozna zamienic na wize w miescie Mzuzu. Oprocz angielskiego posluguja sie tu jezykiem Chichewa, ktory dosc zauwazalnie lubuje sie w powtarzaniu sylab z dzwiecznymi spolgloskami.
Dostajemy sie do Karongi, wsiadamy w autobus do Mzuzu. I tak tak uczynic mielismy, ale bez na Boga zagmatwania wizowego!
Mamy wypadek. Autobusowi nie udaje sie zmiescic w waskim zakrecie wraz z ciezarowka. Wbija sie w beczki z odpadami radioaktywnymi (bo z czym innym, przeciez?). Nic sie nikomu nie dzieje. Beczkom tez. Ale czas znow nas nie lubi. Czekanie na policje, ktora w koncu przyjezdza na jakiejs pace w liczbie dwoch zdziwionych malych panow w za duzych strojach w pustynnym kolorze, zajmuje wieki i wizja zalatwienia wizy jeszcze dzisiaj staje sie marzeniem scietej glowy. Gdy zdziwieni mali panowie w za duzych strojach w pustynnym kolorze rysuja dlugopisem na kartce mozliwy przebieg wydarzen, lapiemy stopa. Nalezaca do Czerwonego Krzyza Toyota land cruiser, a za kierownica Teddy. Mily i uczynny moj rowiesnik chce jednak zaplaty za przysluge i za dostarczenie nas do Mzuzu dajemy mu polowe tego, co juz dalismy za dostanie sie do Mzuzu, tyle ze to on nas tam dostarcza.
Immigration Office juz nie dziala, co zaskoczeniem nie jest. Teddy w sumie spada nam z nieba, bo rozlazle, bezksztaltne Mzuzu oferuje milion lodges oddalonych od siebie o milion kilometrow, z miejscami za miliony Kwacha. Teddy tez nocuje, wiec objezdzamy razem miasto milion razy, ladujac w pol-dziurze gdzies na obrzezach. Spimy jak dzieci po przygodnym jedzonku i piwku.
Ow mily Malawijczyk z Czerwonego Krzyza zawozi nas z samego rana do wspomnianego juz Immigration Office, gdzie 'w mgnieniu oka' w ciagu poltorej godziny wlepiaja nam nalepke z wiza, stemplem, podpisem - tranzytowa wize, tansza, 7-dniowa, $50. Procesowi patronuje patrzacy z wysoka z obrazka tym razem prezydent Ngwazi Dr Bingu wa Mutharika. Jakby brzydszy brat blizniak (sic!) Kikwetego, o twarzy ludzaco podobnej do 'brata', z tym samym plowym wasem i w tych samych lekkich okularach dodajacych powagi, ale jakby po kasliwym ataku zlowieszczych os. Wybieramy sie do kurortu Nkhata Bay, w ktorym mielismy byc juz wczoraj, gdyby nie ta tranzytowa, tansza, 7-dniowa, za $50 wiza. Kurort na wybrzezu jeziora Malawi, ktore roztrzepany poszukiwacz zrodel Nilu, Dr Livingstone nazwal Nyasa, ale nie do konca sie przyjelo.
Niech zadziala wyobraznia: Oblane sloncem skalne urwisko pokryte zacisznie zawieszonymi chatkami z werandami wychodzacymi na przepastna wode po horyzont, kurort-enklawa, zapewniajacy wszystko, gdzie wszystko budzi sie do chlupotu wody, gdzie lezy sie na lezaczkach na specjalnych tarasach, gdzie jest ekologiczny kibel i pyszny intymny prysznic na otwartym powietrzu, z widokiem na jezioro, zbudowany w formie zawijasa a la muszla, z goraca woda z pieca weglowego nieopodal. Przestalem myslec, polozylem sie na sloncu po raz pierwszy, na specjalnej platformie dryfujacej kilkadziesiat metrow od brzegu. Fajne koszulki maja tutejsi barmani, z napisami 'Love Is Power' (trywialne) albo 'United We Bargain, Divided We Beg' (zmyslne). Zabieramy dwie slodkie Niemki (brunetka Nadine i blondynka Teresa) do miasta, wracamy po 2.00 do zawieszonej na skale chatki, zaczynamy dzien od kapieli w jeziorze (do platformki i z powrotem). Nic nie mysle.

Z ostatniej chwili: Tanzanijski prezydent Kikwete, prywatnie Muzulmanin, pragnie kanonizacji pierwszego prezydenta wolnej Tanzanii (wowczas Tanganiki), Nyererego, ktory to Nyerere dzierzyl niepodzielna wladze w jednopartyjnym systemie, ale przeszedl na chrzescijanstwo w wieku lat 21 i codziennie na msze chodzil.

Napisał adrian dnia 2010-07-17 o 16:23:27








Dodaj komentarz