avatar blog

List do Kowala

Mozambik, Tofo 21 lipca 2010

Hej Kowalu,
nareszcie dotarlem nad ocean indyjski. Pamietasz? Ogladalismy go razem spacerujac ulicami Bombaju 7 lat temu. Podobnie jak podczas naszej indyjskiej wyprawy tak i teraz pod koniec potrzebujemy wiecej odpoczynku. Za mna kolejne 2000km. Powiem Ci, ze nie bylo latwo. Po Afryce podrozuje sie zdecydowanie trudniej niz po Azji. Zacznijmy od Mbeyi jeszcze w Tanzanii: minibus do Kyeli, potem pieszo przez granice do Malawi, stop do Karongi, tam autobus do Mzuzu, ktory mial zderzenie z ciezarowka wiazaca odpady radioaktywne (na szczescie nikomu nic sie nie stalo), stop do Mzuzu z Tedim pracujacym dla czerwnowego krzyza gdzie zostalismy na noc, aby nastepnego dnia zalatwic malawijska wize, potem znow minibus do Nkhaty Bay gdzie zostalismy 2 dni, aby odpoczac. Mayoka Village - miejsce, w ktorym bylismy jest naprawde genialne: polozone tuz nad brzegiem jeziora Niassa. Spalismy w chatce wybudowanej na palach, zasypialismy slyszac plusk wody, super zagospodarowany teren, przyjazni tubylcy, naprawde naladowalismy baterie po Kilimandzaro. No, ale potem dalej w droge. Pobudka o 4.30 nad ranem, szybkie pakowanie i znow: minibus do Mzuzu, autobus do Lilongwe (stolicy Malawi; tym razem bez przygod), tam kolejny autobus do Dedze- przejscia granicznego, 3km pieszo do granicy. Zalatwiamy wize do Mozambiku i dalej w droge (a juz jest prawie 18) i dojezdzamy 50km dalej do Villi. Za nami tego dnia 660km i 14 godzin w drodze. Nastepnego dnia znow pobudka o 5: minibus do Tete - 220km dalej, a tam niemila niespodzianka - brak jakiegokolwiek transportu na poludnie pomimo tego, ze dojechalismy tam ok.11. Pierwszy autobus do Chimoio nastepnego dnia o 6 rano. My sie jednak nie poddajemy - idziemy zlapac stopa. Na pierwszy samochod czekamy ok 2 godzin. Podjechalo mega wypasione czarne BMW z wytatuowanym murzynem o bibilijnym imieniu Joshua (Jozue) w srodku. Mega fajny facet handlujacy zlotem i diamentami, a mieszkajacy w Johanesburgu. Jedzie do Zambii wiec podwozi nas tylko 70km do skrzyzowania w ok 40 minut. Nastepny transport byl jakze inny... Podroz na pace pickupa w afrykanskim sloncu i przy wiejacym wietrze nie nalezy do najprzyjemniejszych... No, ale przejechalismy kolejne 100km zblizajac sie do Chimoio,potem zlapalismy ciezarowke, ktora z przerwa na rozladunek, ktora umozliwila nam zjedzenie pierwszego pozadnego tego dnia posilku (przepyszna wolowinka) zawiozla nas do Inchope. Za nami kolejne 680km i 19 godzin w podrozy. Nie jest latwo, spimy w najwiekszej dziurze podczas naszej odrozy, a uwierz mi - dziur nie brakowalo. Nastepnego dnia po 3.5 godzinach snu wstajemy, aby zlapac ekspresowy autobus TCO. Czekamy godzine i ok.6 podjezdza pietrowy wypas z klimatyzacja, ktory zawozi nas do Mexixe - 660km dalej w ok.7 godzin.Niestety cenia sie... za ten kawalek placimy az 30$/osobe, ale to jedyny sposob, aby jeszcze dzis dojechac na miejsce. Juz jestesmy nad oceanem, do Tofo mamy jednak kawalek. Nareszcie jemy sniadanie - mega wypasione krewetki tygrysie, do tego frytki i salatka. Calosc ok 25zl... Tanio i drogo. Ceny w Moazambiku sa jedne z najwyzszych w Afryce, nieco taniej niz w Polsce. Nasz budzet dzienny niestety trzeba zwiekszyc... Jeszcze tylko prom do Inhenban, jeszcze jeden minibus i po 12 godzinach dojezdzamy do Tofo. Za nami kolejne prawie 2000km. Jak oceniasz? Bylo latwo? Dzieki Stary za wsparcie. Musisz nas podopingowac jeszcze troche. Do Kapsztadu juz "tylko" 2500-3000km. Po drodze chcemy jeszcze wpasc do Swazilandu. Nasza podroz sie nieco rozrasta. W Tofo zostajemy 2 dni. Udalo nam sie znalezc dosc przyjemne lokum w chatce z 2 lozkami. Jak to my udalo nam sie wynegocjowac dobra cene. Mamy plan nieco jeszcze sie opalic, poplywac w oceanie i pojesc owoce morza. W piatek o 4 rano dalej w droge - autobus do stolicy.
Dobra Pawle. Powoli koncze. Dzis mija rowny rok jak nie moge sie do Ciebie dodzwonic.Na szczescie Twoj numer nie milczy, a odbiera go Twoja zona. Pytam sie o Ciebie, a ona mowi, ze niestety, ale nie mozesz podejsc do telefonu. I juz nigdy nie podejdziesz. Twoj numer jednak na zawsze zostanie zapisany w pamiecie mojego aparatu jako Kowal. Sciskam Cie Stary. Mam nadzieje, ze kiedys, nie wkrotce, ale kiedys usiadziemy razem napijemy sie zimnego piwka oraz zagramy razem w darta gdzies tam w niebie.

Piotr

Napisał piotr dnia 2010-07-21 o 13:50:29








Dodaj komentarz


Komentarze

Na wszystkich drogach swiata zostaja zapisane czyjes numery telefonow,ktorych niektorzy juz nigdy nie odbiora, ale fajnie miec do nich numer...zeby pomarudzic im, pogadac gdy czlek chce wywalic zal lub zlosc na niemoc tego swiata...wiec pisz........

Danutka Kondaszewska
2010-07-25 00:48:46