avatar blog

Ludzie i miejsca

Po zejsciu z Kilimanjaro w lustrze byl kto inny. Podobnie po trzydniowym maratonie komunikacyjnym do Tofo. Twarz jakby pogieta, brazowa od opalenizny i syfu, gromadzacego sie zwlaszcza w coraz bardziej wydatnych jej zagieciach i kurzych lapkach. Jesli to oblicze jest zwierciadlem duszy, to moja dusza ma wasy i brode.
Podczas jednego z gwaltow na mojej torbie do lamusa odeszla moja szczoteczka do zebow, a wlasciwie na szczescie wymienialna nakladka na teze, wiec teraz myje zeby bezszelestnie (elektrycznosc rzeczonej szczoteczki nagle stala sie luksusem zbednym) ledwo skleconym skladakiem. Uroki podrozy.
Tofo, polecane wszem i wobec miejsce nadoceanicznego relaksu, okazalo sie przereklamowane, szczegolnie, ze drugi i ostatni dzien naszego tam pobytu byl mokry od niepozwalajacego na nic deszczu, zmuszajac nas do powolnego obumierania z nudow. W naszym mega czilautowym resorcie Bamboozi mozna sie bowiem albo kapac na przemian w sloncu i slonej wodzie oraz jesc, albo nie robic nic. Padajacy deszcz notorycznie wylacza tez prad w calym miasteczku, wiec mozna pokontemplowac jestestwo w wybranej ciemni. Nie narzekamy jednak, gdyz czy tego chcemy czy nie, w glowie odliczamy pozostaly nam czas i planujemy, jak kontynuowac dokonywanie cudu rozmnozenia czasu i zawezenia przestrzeni, by osiagnac cel w terminie. A planujemy w okolicznosciach milych naszym przelykom, a potem zoladkom, jako ze oprocz ludzi i ich uprzejmosci nie mozemy tez narzekac na wyborne jedzenie, osiagalne tu wszedzie, pozwalajace przez dni kilka unikac naszych notorycznie skatologicznych Rozmow O Stolcu, ktory dzis jest taki i w ten sposob inny niz wczoraj, co oznacza to i tamto.
Ryby, krewetki, homary - nie mozemy sie nachwalic tutejszej kuchni, w ktorej nie szczedzi sie warzyw, w ktorej umie sie odpowiednio przyprawiac. Dzieki podrozujacemu juz enty miesiac po Azji i Afryce Amerykaninowi Jasonowi, poznanemu jeszcze w Malawi, trafiamy w Tofo do restauracji Black and White, ktorej siermiezny, zadymiony wystroj a la blacha plus sklejka oraz masakrycznie leniwa kelnerka Anita sa odwrotnie proporcjonalne do jakosci specjalow. Warunki pobytowe w charakterystycznych chatkach sa jednak w podobnym stopniu malo proporcjonalne do ceny za teze, wiec nie mamy skrupulow, by to miejsce opuscic i zamienic na Maputo, choc godzina wyjazdu bije wszelkie nieistnienia na zegarkach normalnych ludzi. Pobudka o 2.45, wyjazd o 3.30, co ociera sie o cierpienie. W 6 godzin docieramy jednak do miasta, co juz samo przez sie mnie uspokaja.
Maputo oceniam na 6 w tradycyjnej skali od 1 do 10, gdzie 0 to Dodoma, a 10 to Nairobi. Mydlo i powidlo na ulicach, ale otoczenie wielkomiejskie jak na afrykanskie standardy. Ciekawe miejsce, w ktorym Patrice Lumumba krzyzuje sie w Leninem, a Ho Chi Minh z Marksem. Mam na mysli ulice. Mozambik powoli, w zolwim wlasciwie tempie odbija sie od cywilizacyjnego dna, ktorego siegnal w latach 80., kiedy to wypracowal sobie zaszczytny status najbiedniejszego panstwa swiata. Byl to symboliczny efekt 30 burzliwych lat historii tego panstewka, ktore jak soczewka skumulowalo w obrebie swoich granic wszelkie targajace Afryka wiatry. Komunizm, wojny domowe, proby wolnego rynku, watazkowie u wladzy. Tak jak wlasciwie wszystkie kraje Czarnego Ladu, wolnosci i niepodleglosci uczyli sie dopiero po ich wywalczeniu i kiedy juz wszystko co mozliwe nazwali imieniem Samory Machela - pierwszego prezydenta, ktory laskawie zamienil kolonialny rezim portugalski na militarny rezim socjalistyczny, parodiujac Castro w swym stroju koloru khaki i z patryzancko bujnym zarostem. Kiedy ginal w katastrofie lotniczej (sic!) u granic Mozambiku, Swazilandu i RPA w 1986 roku, jego kraj - zmagajacy sie w nierownym boju z pandemia HIV/AIDS i gdzie odsetek analfabetow rowna sie odsetkowi bezrobotnych (60 procent) - upadal wraz z nim i do dzis lize rany, tak jak wczesniej spijal wszystkie slowa plynace z ust miejscowego El Comandante. Jego zona Graca nie dala za wygrana i wyszla ponownie za maz, takze tym razem trafiajac na bohatera. Nastepca Samory u boku Gracy zostal pod koniec ubieglego wieku niejaki Nelson Mandela.

Nocne zycie Maputo zaczyna sie ogromnie pozno (lub wczesnie), bo okolo 1.00 w nocy. Nie baczac na wszedobylskie niebezpieczenstwo, przemierzalismy opustoszale stoleczne ulice, mijajac spiacych na sluzbie ochroniarzy, przeplywajac przez morze zjawiskowych dziwek, ktorych mozna dotykac tylko w myslach lub przez szybe taksowki, az znalezlismy ulice artystow (Rue d'Arts), zamknieta uliczke z glosna muzyka umcy-umcy i powoli wlewajacym sie creme de la creme tutejszej plci zaiste pieknej plus calym morzem wyskakujacych nagle z kazdego zakamarka bialych. Dalismy naszym oczom sie ponapawac do mniej wiecej 3.00-4.00 w nocy, spijajac male piwko za malym piwkiem.
Plaze Maputo, pokryte zielonkawym szlamem autorstwa miejskiej kanalizacji, to porazka kazdego turysty, zwlaszcza skacowanego. A ze, jak glosila pewna rzucajaca sie naklejka na jakims znaku w Tofo, 'Noone Likes a Dirty Beach', po ziejacym smrodem plazowaniu wrocilismy w tkanke typowo miejska, trafiajac do - a jakze - przygodnej restauracji, gdzie potraktowano nas jak bialych krolow. Kurczaczek byl jako taki, ale ludzie kurczaczka przebili, ugaszczajac nas swoja lamana angielszczyzna gestykulatywna, stawiajac nam piwo w ilosciach za duzych. 'When I shooooooo airplane to Polonia, I call Peter and Adrian say hey brother!' 'Vasco da Gama, he long long ago...' 'In Mozambique we like freedom... I want buy you beer.' Po kurtuazyjnej wymianie adresow mailowych udalismy sie w stanie blogiego podpicia z powrotem do jednego z fajniejszych hosteli na naszej drodze - The Base, gdzie herbatke i kawke daja za darmo, mozna z tarasu patrzec, jak budowane sa bloki zaslaniajace widok na zatoke i gdzie mozna wypozyczyc do poczytania 'Kariere Nikodema Dyzmy' po czesku. Jutro wybywamy do krolestwa Swazilandu, a potem do RPA, skad shooooooo airplane to Polonia.

Napisał adrian dnia 2010-07-27 o 11:59:41








Dodaj komentarz


Komentarze

Czy macie brody, czy wąsy, czy coś jeszcze, my czekać na Was shooooo airplane to Polonia. See you.

sistera Adriana
2010-07-27 12:14:58