avatar blog

Kapsztad....Pawle, dotarlismy do celu.

140km od Johanseburga.... tam zakonczyl sie ostatni moj wpis. Kierowca pedzil jak szalony, wiec cel podrozy osiagnelismy w nieco ponad godzine pozniej. Sam kierowca byl nieco pokrecony. Wprowadzal w swoim minibusowym krolestwie nieco niezrozumiale zasady: Nie mozna otwierac drzwi na postoju - chyba, ze chce sie wysiasc. Pasazerowie z przodu nie moga spac. Na drodze czyha tyle niebezpieczenstw, ze trzeba byc przytomnym, jesli sie nie podoba trzeba bylo usiasc z tylu... Szkoda tylko, ze powiedzial nam to wszystko dopiero jak ruszylismy. Nic to... Sam Johanesburg jest olbrzymi - mieszka w nim ponad 5 milionow mieszkancow i jest najniebezpieczniejszym z miast RPA. Z dworca minibusow na autobusowy mielismy jakies 300 metrow. Jedna z naszych wspoltowarzyszy podrozy wziela nas pod swoje skrzydla. Czekajcie tu - zaraz podjedzie moj maz i zawieziemy was na dworzec. Nie ufajcie nikomu, trzymajcie plecaki z przodu i nie wyjmujcie aparatow. Nie przyjmujcie od nikogo pomocy...Z podobna oferta transportu zaoferowali sie inni. Ostatecznie maz kobiety sie spoznial i we 3 poszlismy na dwiorzec bacznie obserwowani przez grupe czarnoskorych gosci. Idzcie szybko, male plecaki z przodu - mowila nasza przewodnik. Dotarlismy w ten sposob do kas biletowych autobusow. Najblizszy do Kapsztadu mielismy za 3 minuty. Szybki bieg do bankomatu, aby wyplacic nieco gotowki, wazenie plecakow (limit 20kg) i ped do autobusu... Przed nami 21 godzin jazdy i nieco ponad 1400km. Autobus na szczescie byl pietrowy i wygodny. Nie wiedziec czemu zamiast filmow do ogladania dostalismy kreskowki. Nie ma to jak nadrobic zaleglosci - najnowszy superman, gwiezdne wojny...
Autobus pedzil jak szalony. Okolo 8 dojechalismy do miasta z wielka gora w srodku. Zaraz zaraz, przeciez cos takiego znajduje sie w Kapsztadzie. I rzeczywscie... Przed nami ukazal sie cel naszej podrozy - Kapsztad - miasto Matka jak jest nazywane przez miejscowych, zalozone przez Holenderska Kompanie Wschodniindyjska, a nastepnie przejete przez Brytyjczykow.
Kapsztad zachwyca. Jest jednym z najbardziej imponujacych miast jakie widzialem w zyciu. Dla mnie porownywalne tylko z Nowym Yorkiem, a dla Adriana z Londynem.
Miasto, ktore ma wszystko - potezny przemysl i stocznie; ocean z przepieknymi plazami, bujne zycie nocne z klubami, kafejkami, olbrzymie biurowce jak i budynki historyczne, olbrzymia gore w srodku nazwana Gora Stolowa od swojego plaskiego wierzcholka wznoszacego sie ponad miasto na wysokosc 1088m. Miasto swiadek historii RPA. Wlasnie tu z balkonu ratusza przemawial Nelson Mandela do tlumu zgromadzonego na olrzbymim placu Wielkich Parad (Grand Parade). To wlasnie tu byl przez wiele lat wieziony na polozonej tuz przy wybrzezu wyspie Robben wraz z innymi wiezniami politycznymi. Na sama wyspe niestety nie bylo dane nam sie dostac - przeszkodzila pogoda. Nie dotrzemy takze do Przyladka Dobrej Nadziei, ktory jest czescia Parku Narodowego - tu na przeszkodzie stanal brak funduszy, a przede wszystkim publicznego transportu. Niestety wynajecie samochodu przy tutejszych cenach jest dla nas zbyt kosztowne. Z sama wyspa Robben wiaze sie niesamowita historia Stowarzyszenia Pilkarskiego Makana. Jedynego niezaleznego poza krajowymi, ktore nalezy do FIFA. Zostalo zalozone w 1967 roku przez wiezniow politycznych, ktorzy przez lata (od 1962 roku) walczyli o prawa do aktywnosci fizycznej. Zorganizowali oni lige pilkarska rozgrywana miedzy poszczegolnymi blokami wieziennymi. Grali tu najslynniejsi opozycjonisci z laureatami pokojowego Nobla Mandela oraz Albertem Luthula na czele. Sama nazwa Makana nie jest przypadkowa - jest to imie czarnoskorego bojownika o wolnosc, ktory zyl w pierwszej polowie XIX wieku. Mandela jest wszedzie. Mozna kupic z nim koszulki, kubki, widac na bilboardach. Szkoda, ze my nie umiemy tak czerpac z naszych symboli walki o wolnosc. Chetnie kupilbym koszulke z Walesa i znaczkiem solidarnosci.

Kapsztad zachwyca tez architektonicznie. Hostel, w ktorym mieszkamy znajduje sie w samym centrum Long Street - ulicy pelnej starych budynkow, klubow oraz kafejek. Mielismy okazje na szybki tour po miescie z wlascicielem Namibijczykiem Kristofem. To ciekawa i barwna postac, ktora dorobila sie majatku szyjac i sprzedajac koszule. Kolejna na naszej drodze, ktora wziela nas pod swoje skrzydla (szczescie do ludzi dopisuje). Obecne posiada kilka budynkow w Kapsztadzie. Dzieki niemu zobaczylismy wiec ogrod zalozony przez Holendrow, w ktorym sadzili warzywa dla marynarzy cierpiacych na szkorbut, a obecnie stanowiacy przepiekny park; budynek parlamentu, targ kwiatowy (z kwiatow oraz wina Kapsztad i okolice slyna); odwiedzilismy fastfood rybny z lokalnymi gatunkami ryb; knajpke indyjska z cenami wiecej niz przystepnymi, plac Grand Parade, na ktorym gromadza sie tlumu w waznych dla Poludniowoafrykanczykow chwilach (tam znajdowala sie takze strefa kibicow podczas ostatnich mistrzostw swiata). Kristofa pozegnalismy wlasnie na placu udajac sie pieszo na Green Point, gdzie znajduje sie stadion. Bardzo podobny bedzie nasz stadion Narodowy w Warszawie. Niestety ten w Kapsztadzie sprawia wrazenie niedokonczonego - i rzezywiscie prowadzone sa tam jakies prace. Dodatkowo jest szary - brak jakiegokolwiek koloru. Ciekaw jestem jak wyglada w dniu meczu, gdy wlaczona jest cala iluminacja. Wtedy na pewno zyskuje. Najciekawiej wyglada od strony oceanu oraz klubu golfowego.
Ocean Atlantycki jest integralna czescia miasta, a w szczegolnosci polozonych przy nim dzielnic, ktore sa ku wodzie zwrocone. Dojechalismy do Clifton - dzielnicy plazowej. Znajduja sie tam 4 miejsca kapieli. Jak mowia miejscowi plaza pierwsze i druga sa dla narcyzow i celebrities, trzecia dla gejow, a 4 dla rodzin. My wybralismy sie na plaze numer dwa. Przez przypadek wlasnie tu wysiedlismy z miejskiego autobusu. Niestety woda w Atlantyku odstrasza od kapieli i to zarowno jesli chodzi o jej czystosc jak i temperature (zimny prad sprowadza ja tu prosto z bieguna). Wrocilismy wiec do dzielnicy Sea Point i wypilismy kawe patrzac na bialcyh mieszkancow. Dlaczego prawie tylko bialych? Dzielnice nadoceaniczne to najdrozsze lokalizacje, a segregacja rasowa choc formalnie nie istnieje to zdecydowanie ma caly czas odzwierciedlenie w poziomie dochodow. Rabunki nazwane sa tu - nieformalna redystrybucja dobr. Na szczescie Kapsztad nalezy do najbezpieczniejszych miast RPA. W ciagu dnia rabunki sa nabrawde rzadkoscia, w nocy trzeba uwazac nawet na glownych ulicach unikajac miejsc odludnych. Z racji organizacji Mistrzostw Swiata poziom bezpieczenstwa naprawde sie podniosl, widac policje na kazdym kroku. My czujemy sie tu zdecydowanie bezpiecznie. Wieczorem Adrian polozyl sie spac, a ja poszedlem jeszcze na piwko do knajpki polozonej tuz przy hostelu. Zostalem na 2 bo trafilem na otwarta scene mlodych talnetow. Kazdy kto czul sie na silach mogl wyjsc i zaprezentowac swoje umiejetnosci. Naprawde swietnie spiewajacy ludzie biali i czarnoskorzy, bitbitowcy.... Jeden z ciekawszych wieczorow. Taki jest wlasnie Kapsztad...

Nad oceanem znajduje sie tez kolejna turystyczna dzielnica jaka jest Waterfront. To wlasnie tu znajdowaly sie pierwsze punktu targowe w historii Kapsztadu, a obecnie centrum handlowe z restauracjami, jachtami, statkami wycieczkowymi. Naprawde przepiekna i zadbana dzielnica polozona tuz przy stadionie pilkarskim.

To wlasnie tu, na tle oceanu i jachtow zrobilismy jedne z ostatnich zdjec w naszej podrozy. Jedne z najwazniejszych. Zdjecie znaczkow zrobionych przez Elize. Pawle, dotarlismy do celu. Za nami ponad 20.000km, 9 krajow, moc przygod i wrazen. Wydaje sie niemozliwe, ale minely juz prawie 2 miesiace. 2 miesiace napakowane miejscami, ludzmi, emocjami tak bardzo, ze wydaje sie, ze nie mozna wiecej zmiescic. Naprawde sie nie lenilismy. Dni na plazy to tylko 4 z 55. Kazdy dzien podrozy, Pawle, to dzien, ktory dedykuje Tobie. Przyjacielowi, ktory mocno sciskal za Nas kciuki w niebie. Teraz czas wracac do domu...Marzenie przejechania calej Afryki spelnione. Kolejne czekaja na realizacje.

Napisał piotr dnia 2010-07-28 o 18:03:26








Dodaj komentarz


Komentarze

well done

k r
2010-08-02 03:08:53

Brawo Piotr, mam nadzieje ze szybko zawitacie z Moniką w Olsztynie wraz ze zdjęciami i opowieściami. Bedzue mi brakowalo tych wpisów...

Marlena Cicha
2010-07-31 11:53:29

Brawo.Gratulacje za wytrwałość w maratonie.Pozdrawiam.Szczęśliwego powrotu.

Eugeniusz Domański
2010-07-30 00:43:07

Cieszę się że niedługo się zobaczymy....już za Wami jestem stęskniona :)))

ElizKa
2010-07-29 10:56:07